W poszukiwaniu wiosny i Uli Nowickiej

W sobotę, 21 marca 2026 roku oficjalnie otworzyliśmy sezon wycieczek górskich! Dużą grupą wybraliśmy się w mało znane Góry Krucze, które w zeszłym roku podziwialiśmy ze szczytu Lasockiego Grzbietu. Towarzyszył nam nasz górski duchowy przewodnik Miłosz Lassota.
Wędrówkę rozpoczęliśmy w Lubawce, niewielkiej miejscowości położonej na polsko-czeskiej granicy. Krótka, ale intensywna wędrówka i już jesteśmy na skalnej grani, a stamtąd stromym podejściem docieramy na Kruczą Skałę. Niby taki niewielki szczyt, a jak na dłoni mogliśmy podziwiać Rudawy Janowickie, Góry Wałbrzyskie z Chełmcem, Karkonosze, Góry Suche. Widać stąd też Kruczą Dolinę oraz Dolinę Miłości , oraz uwaga – Sępią Górę, Polską Górę, Bógdał.
Na chwilę zbaczamy ze szlaku, by zobaczyć skocznię narciarską – nieczynną. Została ona zbudowana w 1924 roku przez Niemców. Skocznia była częścią jednego z wielu budowanych w tamtym okresie ośrodków przygotowań olimpijskich reprezentacji Niemiec.
Wracamy na szlak i przez rozdroże Trzech Buków i krzyżówkę BHP wędrujemy wprost do naszych czeskich sąsiadów. Naszym celem jest Kralovecky Spicak, zaliczany do Korony Sudetów Czeskich. Przepiękna panorama rozpościerająca się ze szczytu, cisza, spokój, wiosenne słońce – pozwoliliśmy tu sobie na dłuższy odpoczynek.
Końcówka naszej trasy wiedzie przez kamieniołom, czynny, przez który legalnie można wędrować, i wszyscy spotykamy się na malutkiej, zatrzymanej w czasie, stacji kolejowej Královec.
Po drodze mogliśmy zaobserwować, jak precyzyjną pracę wykonuje dzięcioł, niemal na pewno czarny. Natomiast najbardziej znanym mieszkańcem Kruczego Kamienia jest piękny, niezwykle rzadki w Polsce motyl niepylak apollo. Niestety, to jeszcze nie pora, byśmy mogli go spotkać. I wyobraźcie sobie, że innych turystów na naszej trasie też nie spotkaliśmy!
Wiosna nadeszła, potwierdzamy! Zaś tytułowa Ula … no cóż, dzielnicą Lubawki są Ulanowice i Przełęcz Ulanowicka. I powtarzając za naszym przewodnikiem – na pewno mieszka gdzieś w Polsce jakaś Ula Nowicka, która może nie wie, że ma nazwaną na jej cześć przełęcz w górach 🙂 My mieliśmy wśród uczestników swoją Ulę, jeszcze tylko musi znaleźć swojego Nowickiego 🙂
Dziękujemy Wam nasi piechurzy za wspólne wędrowanie, cieszymy się, że możemy zawsze na Was liczyć! To dzięki Wam takie wyprawy na zawsze pozostają w naszych sercach! Miłosz, dziękujemy, że po raz kolejny zabrałeś nas na swój koniec świata:)
Bezpieczną podróż zapewnił nam Filip, kierowca PKS Wołów.

Do zobaczenia na szlaku!
Ania Jaruga i Agnieszka Batura